VirtueMart
Twój koszyk jest pusty.




Drukuj Email

Ile kosztuje zabawa z witrażem?

Jakie narzędzia przydadzą się na początek szklanej przygody?

 



WSTĘPU SŁÓW KILKA

 

W każdej szanującej się pracowni, większej bądź mniejszej, ściany muszą być wypełnione wieszakami na narzędzia obwieszone przeróżnymi chwytakami, obcęgami, obciążnikami, zaciskami, odszczypywaczami, łamaczami, zapasowymi brzeszczotami, nożami, skrobakami, nożyczkami, wiertłami, cyrklami… Nie tak miałem zacząć…

Od nowa.

W każdej szanującej się pracowni, większej bądź mniejszej, stoły i szafki roją się od przeróżnych buteleczek z tajemniczymi miksturami, torebek z kaboszonami, cynowych laseczek, słojami, kartonami, wzorami, formami, wiertarkami, piłami szlifierkami…

Hmmm.

Może tak?

W każdej szanującej się pracowni, większej bądź mniejszej, wszystko mieni się w świetle, osnute delikatną mgiełką szklanego pyłu, a po zgrzytającej większymi opiłkami szkła, błyskającej kawałkami miedzianej folii podłodze snuje się ARTYSTA. Tworzy swoje kolejne dzieło i nie ma z nim żadnego kontaktu. Żeby nawiązać łączność, trzeba poczekać, aż skończy.

Nieprzypadkowo użyłem tu formy „ARTYSTA”. Ktoś stojący z boku na pewno pomyśli: „Niezły z niego artysta”. Szary człowiek (o którym nie przeczytasz zbyt wiele w tym poradniku) z pewnością nie dostrzeże w tym wszystkim sztuki, bo piękno tego pobojowiska może jest w stanie dostrzec wyłącznie kto? ARTYSTA.

Dlatego teraz zastosuj się do moich wskazówek. Naturalnie, jeśli uważasz, że nie jestem niepoczytalny. Zaznaczam, że cały ten tekst, jest wynikiem własnych, subiektywnie odbieranych przygód ze szkłem. Mogą się tu pojawić teksty niezgodne z Twoimi spostrzeżeniami. Napisz wtedy prędko co zrobić, żeby kolorowanie świata sprawiało jeszcze większą frajdę.

Ja tylko podpowiadam – nie dyktuję. To pierwsza wskazówka w tym poradniku. Reszcie przyświeca ta sama idea.

Do rzeczy:

  1. Zrób sobie kawę. Najlepiej spory termos. Tak będzie przed każdym ćwiczeniem, zadaniem, wyzwaniem, które tu opiszę. Nalej do kubka i przykryj pokrywką z Dziubkiem do picia. Pokrywka z dziubkiem jest bardzo ważna i mimo, że to na razie tylko ćwiczenia, szybko zdasz sobie sprawę z jej przydatności.
  2. Jedzenie nie będzie potrzebne przez dłuższy czas, ale jak skończysz, może okazać się przydatne. Nie trzymaj go w warsztacie. Niech czeka w lodówce.
  3. Rozsiądź się wygodnie (niewiele ćwiczeń pozwala na przybranie tak komfortowej pozycji) i chłoń. Jeśli nie wiedzę – to chociaż kawę.

Muszę jednak Cię ostrzec. Z kolorowymi szkiełkami nie ma żartów. Wciągnie Cię całkiem i wchłonie. Jeśli przejdziesz do dalszej części tekstu, już niedługo Twoja pracownia będzie wyglądała jak opisana nieco wyżej.

Ostrzegam, że nie ma odwrotu. To jak wybór pomiędzy niebieską, a czerwoną pigułką.

Nawet jeśli czytasz dalej niezrażony – robisz to na własne ryzyko.

Jeśli i ten akapit nie oparł się Twoim oczom, powinieneś sobie wyobrazić ołowianą chmurę unoszącą się znad lutownicy, która (cytat z instrukcji lutownicy) „gdy tylko zostawisz ją bez nadzoru - może spalić wszystko dookoła”.

No tak. Tego można się było domyślić. Dalej czytasz. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. Znaczy to, że właśnie podaję Ci moją pociętą szkłem rękę, gratulując wyboru. Spośród niebieskiej i czerwonej pigułki – wybrałeś tę najbardziej kolorową.

Tak naprawdę na wszystkie te katastrofy, które opisałem przed chwilą, są sposoby i nie ma się co martwić na zapas. Będę je przed Tobą odkrywał po kolei i systematycznie w miarę upływu literek w tym poradniku.

Miłej lektury. :)


ROZDZIAŁ PIERWSZY – KOMPLETUJEMY NARZĘDZIA.

Najważniejszym narzędziem w Twojej pracowni będzie CIERPLIWOŚĆ połączona ze sporą ilością czasu. Kopciuszek pękłby ze śmiechu widząc, jak nie możesz się doczekać kiedy te wszystkie kawałki szkła utworzą w końcu witraż. Inną sprawą jest to, że nam nie pomogą ptaszki jak Kopciuszkowi, a zamiast zamieniać dynię na karetę, zrobimy odwrotnie. Naszą karetę sprzedamy i przeznaczymy finanse na narzędzia i materiały. Nie śmiej się. To nie jest najtańsze hobby. Niestety wybranie najbardziej kolorowej pigułki musiało mieć również negatywne skutki. Mogę jednak Cię zapewnić, że tych dobrych stron jest znacznie więcej i … Znowu się rozgadałem.

Więc do rzeczy.

Zestaw Ascety.

  • Nóż do szkła dostępny w markecie za 5-15zł
  • Odszczypywacz – nigdy kombinerki – 40-50zł tańsza wersja, ale równie funkcjonalna.
  • Osełka korundowa – około 10zł
  • Gładzik do zagniatania i wygładzania folii miedzianej – 5zł
  • Lutownica z marketu – 30zł
  • Markery wodoodporne czarny i biały – 10zł
  • Pędzelek, gąbeczki, szmatki – bezcenne
  • Plastry - konieczne

Naturalnie ceny są szacunkowe i nie dzwoń do mnie o drugiej w nocy z pretensjami o to,  że kłamałem, bo dostałeś gładzik za 4,15zł, a lutownicę za 29,99. Weź też pod uwagę, że ceny te są ruchome w zależności od kursu dolara, euro i pazerności pośredników. Staram się podawać ceny średnie, które obowiązują na początku 2010 roku.

Cały zestaw Ascety powinniśmy zamknąć więc w kwocie 150zł.

STOP!!!

Zanim pobiegniesz do marketu, użyj najważniejszego narzędzia, które zapewne już posiadasz – cierpliwości.

Jeśli siedzisz i czytasz dalej - to dobrze, ale pod warunkiem, że nie masz na sobie kurtki, zadyszki po wbiegnięciu po schodach i reklamówki z logo marketu w ręku. Jeśli nie spełniasz tych warunków, to Twoja rodzina szybko doceni Twoją kreatywność, słysząc całkiem ciekawe słowa docierające zza drzwi Twojej pracowni.

Dlatego „Zestaw Rozsądnego Ascety” powinien wyglądać tak:

Zestaw Rozsądnego Ascety.

  • Nóż do szkła olejowy –na przykład Nikken lub Silberschnitt – to wydatek 120 – 200zł.
  • Odszczypywacz – nigdy kombinerki – 40-50zł tańsza wersja, ale równie funkcjonalna.
  • Osełka korundowa – około 10zł
  • Gładzik do zagniatania i wygładzania folii miedzianej –  jakieś 5zł
  • Lutownica z powlekanym grotem „Long Life” – na przykład Weller "Hobbykit 2" – koszt to około 150zł
  • Salmiak
  • Markery wodoodporne czarny i biały – 10zł
  • Pędzelek, gąbeczki, szmatki nożyczki – bezcenne
  • Plastry -  również konieczne (może być jakiś wypasiony zestaw)

A jaka to różnica? Spytasz pewnie, a ja rzeknę tymi słowy:

Zasadnicza.  Wystarczy? W końcu powinieneś mi wierzyć bo przekazuję Ci wiedzę tajemną, którą na pewno dobrze wykorzystasz.

Różnica pomiędzy nożami za kilka, nawet dziesiąt złotych, a tymi z Zestawu Rozsądnego Ascety jest naprawdę poważna. Na pierwszym planie komfort pracy. Noże z górnej półki mają o wiele mniejsze kółko tnące zrobione z dużo twardszej stali. Nie będę się tu zagłębiał w wolframy, diamenty i inne techniczne sprawy. Jeśli będzie mi się chciało – to może się kiedyś za to wezmę, ale na razie jest o czym pisać i nie ma co zawracać sobie głowy głupstwami. Owa stal uformowana w mniejsze kółko tnące niż w przypadku tanich noży (nie wiem dlaczego nazywa się tnące skoro tylko zarysowuje, a nie tnie, ale o tym w rozdziale poświęconym cięciu szkła) potrzebuje znacznie mniejszego nacisku na nóż podczas pracy. Twardość kółka w połączeniu z ciągłym smarowaniem daje dużą trwałość tym nożom. Wspomniane kółko to naprawdę ważna sprawa. Kolejną różnicą jest ruchoma głowica idealna do precyzyjnych i pokręconych cięć. Na początek zainwestuj w nóż z wąską głowicą do cięć „esowatych”, którym cięcia proste bez żadnego problemu da się wykonać. W przypadku zainwestowania w nóż z szeroką głowicą nic strasznego się nie stanie, ale może Ci ona nieco zasłaniać podczas pracy i wtedy ucierpi precyzja potrzebna do zminimalizowania pracy przy szlifowaniu.

Ostrzegam, że spotkałem się z podróbkami, więc jeśli gdzieś oferują Ci Nikkena za kilkadziesiąt złotych, nabierz podejrzeń i dowiedz się dokładnie czy nie wcisną Ci Poloneza zamiat Mercedesa. Niby bryła podobna, ale…

Drugą, nie mniej ważną różnicą w powyższych zestawach jest lutownica. Od razu odpuść sobie te z marketu, chyba, że nie możesz doczekać się na przesyłkę. Woda lutownicza jest roztworem kwasu, który zeżre w szaleńczym tempie grot Twojej lutownicy. Zamiast lutować i cieszyć się z efektów pracy, będziesz szlifował grot żeby dało się nim lutować, a Twoja rodzina pozna kilka nowych – ciekawie brzmiących słów. To właśnie dlatego wymyślono galwanizację i powlekanie grota tajemną mieszanką metali odpornych na działanie topnika w postaci wody lutowniczej. Więcej o topnikach napiszę dwa rozdziały dalej. Najważniejszym więc kryterium jest wspomniany grot. Zaraz potem uplasowała się moc lutownicy. Minimalna, potrzebna do komfortowej pracy nad niezbyt wielkimi formami moc lutownicy to 80W. Jeśli będzie wyższa, na przykład 120 lub 150W to tylko lepiej, ale ceny takich narzędzi są kilkakrotnie wyższe. Daruj sobie natomiast kipisz w piwnicy w poszukiwaniu lutownicy dziadka, którą kiedyś lutował rynnę. Oprócz ciężaru (trudno precyzyjnie posługiwać się kilogramowym kolosem), zabójcza moc sprawi, że cyna będzie roztapiać się zbyt szybko, szkło będzie pękać z nadmiaru wrażeń, a i tak zaraz zeżre Ci grota. Szkoda zachodu. O bezwładności cieplnej lutownicy, również nie będę się rozwodził. Najważniejsze, że jest i do nabierania doświadczenia taka informacja wystarczy.

Jeśli już użyłeś CIERPLIWOŚCI i piękna, błyszcząca lutownica z prawdziwego zdarzenia leży obok Ciebie, nie ciesz się za bardzo. Po operacji, którą zaraz Ci opiszę będzie wyglądała jakbyś wylutował co najmniej wszystkie przeszklenia w pałacu Branickich w Białymstoku. Zapewnisz sobie jednak długie i sprawne działanie lutownicy.

Salmiak to Twój najlepszy przyjaciel podczas lutowania. Jest dostępny w kilku postaciach. Najprawdopodobniej leży przed Tobą w blaszanej puszeczce podobnej do opakowania z pastą do butów, lub w postaci sztabki przypominającej zaschnięty i sprasowany klej biurowy. Połóż go w zasięgu ręki. Obok niego powinna się znaleźć laska cyny.

Jeśli właśnie wziąłeś cynę od brata, wujka, taty, kogokolwiek, kto jest z zawodu lub z zamiłowania elektronikiem, oddaj mu ją z powrotem. Prawdopodobnie będzie Cię zapewniał, że to najlepsza cyna jaka jest na rynku i być może ma rację, ale musisz pamiętać, że jesteś witrażystą - nie elektronikiem. Prawie na pewno zawiera ona kalafonię, która jest bardzo dobrym topnikiem, ale nie dla Ciebie. Jeśli będziesz CIERPLIWY, dowiesz się dlaczego cyna z kalafonią to najgorsza rzecz jaką możesz zrobić witrażowi i sobie. Rodzina będzie pełna podziwu.

Cyna i salmiak przygotowane? No to zaczynamy:

Operacja „listek dębu”, czyli pierwsze uruchomienie elementów grzejnych w Twojej pracowni:

Włącz lutownicę. Oczywiście najpierw należy ją wyjąć z opakowania i ustawić na odpowiedniej podstawce, którą dostałeś w komplecie. Nie dostałeś? Biedactwo…

Kiedy po kilku minutach lutownica jest już gorąca, a miejsce pomiędzy rękojeścią, a grotem nie przypomina już pięknej błyszczącej kolby jaka była tam przed chwilą, przyłóż grot (to ten najcieńszy fragment lutownicy) do salmiaka. Dym jest normalnym efektem tej operacji, więc pewnie się domyślasz, że powinieneś otworzyć okno lub włączyć wywiew. Podczas molestowania grota salmiakiem, przyłóż do niego laskę cyny tak, żeby niewielka jej ilość oblepiła grot. Pomęcz jeszcze dwu-trzykrotnie salmiak i możesz wyłączyć lutownicę. Pozwól żeby ostygła bez zanurzania w zimnej wodzie, bez wkładania do zamrażalnika lub innych prób przyspieszania stygnięcia. Niech ostygnie na stojaku. Nie masz? Jeeejku…

To, czego właśnie dokonałeś nazywa się „pobieleniem” grota i jest ważną rzeczą przy pierwszym uruchomieniu. Nie pytaj dlaczego. Przyjmij to do wiadomości. I kup w końcu ten stojak.

Ważne: Do czyszczenia grota nigdy nie używaj pilników, druciaków, noży, nożyczek i innych twardych narzędzi. Jeszcze nie spotkałem się z przypadkiem, kiedy salmiak nie poradził sobie z zanieczyszczeniami grota. To Twój najlepszy przyjaciel podczas lutowania. Możesz się wspomagać wilgotną szmatką, jednak uważaj – woda to bardzo dobry przewodnik ciepła - nie powinno się zbyt szybko schładzać grota, a i poparzyć się można. Zawsze po skończeniu pracy z lutownicą używaj salmiaka. Da Ci to gwarancję, że lutownica będzie w dobrej kondycji przez długi czas. Zawsze pozwól jej ostygnąć „swoim” tempem pozostawiając w bezpiecznym miejscu.

Odszczypywacz. Celowo napisałem że nie mogą być kombinerki. Czemu? Bo nie i koniec. Cała różnica leży w ułożeniu szczęk. Jeśli wykażesz się inicjatywą, na pewno dotrzesz do zdjęcia, które pokazuje, że odszczypywacz ma inny „uśmiech” niż kombinerki. Dzięki temu może chwytać szkło, nie szczerbiąc go, jednocześnie skutecznie przytrzymując interesujący nas kawałek. Ważne: Naprawa roweru, dokręcanie kranu, wyciąganie gwoździ ze ścian to niezbyt dobre traktowanie odszczypywacza. Służy on wyłącznie do pracy ze szkłem i jest delikatniejszy niż myślisz.

Gładzik – to odpowiednio wyprofilowany kawałek odpowiednio sprężystego plastiku dostępny w odpowiednich sklepach dla witrażystów. Jego cena nie powala na kolana, więc nie ma co kombinować z patyczkami, pręcikami, płytkami, pilniczkami i innymi zamiennikami. Bardzo przydatne narzędzie.

Markery są potrzebne do bazgrania po szkle i jeśli zaczniesz ich używać do rozrysowywania „kartonów”, o których później, albo zapisywania numerów telefonów (bo akurat nie ma niczego pod ręką), szybko przestaną działać i trzeba będzie poczynić kolejne inwestycje.

Pędzelki przydadzą się do nałożenia topnika. Najlepiej nie za twarde. Są dostępne w sklepach dla witrażystów specjalne pędzelki przystosowane do pracy w kwaśnym środowisku, ale na razie nie zawracaj sobie nimi głowy. Te, które znajdziesz w piórniku swojej latorośli, na razie wystarczą. Zamiast pędzelków mogą być jednorazowe waciki do uszu, gąbeczka nabita na patyczek i przewiązana niteczką, albo cokolwiek innego do smarowania kwasem owocu kilku lub kilkunastu, lub kilkudziesięciu godzin Twojej żmudnej pracy. Nie ma znaczenia co zastosujesz. Ponoć cel uświęca sierotki…

I ostatnia rzecz (nie licząc osełki, którą zajmiemy się zaraz).

Plastry są dostępne w kilku formach, jednak najfajniejsze są te z nadrukiem przedstawiającym Kubusia Puchatka. Ważne: nie używamy taśmy izolacyjnej i papieru toaletowego jako zamiennika.


Wróćmy jednak do zestawów.

Zestaw Optymalny Oszczędny.

Nie różni się wiele od swojego poprzednika. Jest tylko jedna zmiana, ale za to za to istotna. Niezależnie od tego czy myślisz o stanie swojej kieszeni, czy o szybkości pracy, wpływa ona „zmniejszająco”.

W tym zestawie wyrzuć daleko od siebie znienawidzoną już osełkę korundową o napędzie manualnym, a zamiast niej, zainstaluj w swoim warsztacie pierwszą maszynę o napędzie elektrycznym. Będzie nią szlifierka precyzyjna. Pamiętajy jednak o uiszczaniu na bieżąco opłat za energię elektryczną, ponieważ bez prądu może słabo działać.

Taka szlifierka może mnóstwo zdziałać. Od przeszlifowania szkła, przez nieudolne próby grawerowania do polerowania, wycinania, cięcia, hałasowania, wiercenia, denerwowania rodziny i sąsiadów, oraz dla zdesperowanych palaczy - odpalania fajek jak nie ma ognia w pobliżu. Dokładnie. Nie jestem pijany. Wystarczy założyć kamień do szlifowania, wziąć gwóźdź (nie za gruby), włączyć szlifierkę i przytknąć gwóźdź do obracającego się szybko kamienia. Po chwili gwóźdź rozżarzy się i będzie można w końcu sobie zapalić... Inną sprawą jest fakt, że przy braku wyobraźni, nagrzany kawałek metalu poparzy nam palce i przeczytamy rozdział o zachowaniu ostrożności i przestrzeganiu zasad BHP, którym zajmę się wkrótce. Niezmiennym faktem jednak jest to, że przy pracy ze szkłem, ZAWSZE używaj okularów ochronnych, niezależnie od tego czy tniesz, szlifujesz, czy może lutujesz swoją nową, najpiękniejszą na świecie pracę. Możesz sobie odpuścić okulary wyłącznie przy owijaniu i myciu, a na upartego przy patynowaniu. Nie będę wyjaśniał tutaj dlaczego. Jeśli braknie Ci cierpliwości i zaczniesz tworzyć przed skończeniem lektury o zasadach BHP, uwierz mi na słowo i zrób tak, jak napisałem. Proszę…

Taka szlifierka przy szlifowaniu szkła, bo przecież o to nam głównie chodzi, potrafi również zrobić niezłą zadymę. Poradź sobie z tym, stosując odkurzacz podczas pracy. Trafnym wyborem może okazać się maseczka jednorazowa, która sprawi, że w Twoich płucach nie znajdą się opiłki szkła. Na pewno nie będzie Ci z tym wygodnie, ani zbyt przyjemnie, ale jak się nie ma co się lubi…

Możesz jednak ułatwić sobie ciężkie życie i poczynić zakup szlifierki precyzyjnej, wyposażonej w zgrabny stojaczek i elastyczny przewód, który pozwoli Ci na większą swobodę ruchów. Konieczny będzie również zakup specjalnie przeznaczonego do szlifowania szkła kamienia, który dostaniesz w każdym… No – zgadnij gdzie? Zawsze można wygooglać…

Koszty wahają się mocno i uzależnione są od nazwy producenta, mocy (nie tak bardzo istotnej do naszych celów) stanu wyposażenia, jakości wykonania, długości gwarancji, aktualnych promocji i innych rzeczy, które w bardziej lub mniej istotny sposób wpływają na cenę, nie wpływając na jakość urządzenia potrzebnego do pracy ze szkłem.

Za szlifierkę z elastycznym wężykiem, zestawem bezużytecznych kamieni, stojakiem, i fantastyczną walizeczką wyściełaną gąbką , która teraz idealnie nadaje się do bezpiecznego transportowania noża, lutownicy, odłamywacza i odszczypywacza, że o lutownicy włącznie z salmiakiem nie wspomnę, zapłaciłem niedawno nieco mniej, niż 100zł. Słownie: sto złotych. Polskich – żeby nie było niedomówień. Mam rachunek. Trafiłem na dobrą wyprzedaż, ale powinieneś się zmieścić w tej kwocie jeśli pobiegasz trochę po sklepach.

Najważniejszą zaletą tego zestawu jest to, że możesz rozszerzyć go do wyższej wersji bez stresu, że zakupiłeś niepotrzebne urządzenie. Taka szlifierka przyda się jeszcze wielokrotnie, nawet jeśli wyposażysz swój warsztat w:

Zestaw Optymalny.

W tym zestawie też nie ma zbyt wielkich sensacji, ale za to komfort pracy i poczucie, że jest się prawdziwym fachowcem rekompensują poniesione wydatki.

Jest to najlepszy zestaw dla początkującego, chociaż przy zakupie kompletnego zestawu narzędzi do swojego warsztatu, staniesz się lżejszy o tysiaka. Tak. Miałem na myśli 1000zł i nie będzie to Twoje ostatnie słowo jak się dowiesz, że są cyrkle, piły do szkła mogące sobie poradzić z niemożliwymi do wycięcia nożem kształtami, pantografy szklarskie i inne urządzenia. Jeśli więc Twój tato nie ma firmy transportowej, albo mama nie jest developerem, koszty są spore.

Chcąc mieć zestaw narzędzi, który posiada najlepszy stosunek ceny do jakości, wystarczy zamienić szlifierkę precyzyjną na prawdziwą, cudowną, komfortową, ale cholernie drogą szlifierkę do szkła. Koszt najprostszego modelu przekroczy 500zł, a wypasionej machiny nawet kilka tysięcy. Dwa podstawowe i najrozsądniejsze modele szlifierek różnią się głównie tym, że do uboższych wersji dołączana jest mała gąbeczka, która zbiera opiłki szkła, jednocześnie mocząc i chłodząc powierzchnię szlifującą. W nieco lepszych modelach, mała turbinka podaje wodę na „kamień” i nie trzeba wtedy używać gąbeczki. Ja jestem zwolennikiem tych drugich, chociaż zdania są podzielone. Różnica w cenie? Dobra stówka. Mowa tu oczywiście o dwóch podstawowych i stosunkowo niedrogich modelach, które nie mają przeróżnych ciekawych przystawek, mających na celu jeszcze większe cudowanie ze szkłem, a które na razie Ci są niezbyt potrzebne.

Kiedy już zaopatrzysz się w zestaw optymalny, możesz myśleć o dalszych urządzeniach. Na razie nie będę się zbyt dużo rozpisywał, żeby Cię nie zniechęcić. Zestaw superhipermegaturbowypasiony to już nie przelewki i większość ludzi nawet nie marzy, żeby go kompletować. No… Chyba, że ma tatę szejka, albo co najmniej polityka.

Koniec tego elaboratu musi kiedyś nastąpić, żeby ustąpić miejsca opasłemu słowotokowi poświęconemu podstawowym materiałom i po nim już tylko nastąpi dwustustronicowa epopeja jak to wszystko poukładać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Po nauczeniu się tego wszystkiego na pamięć, będziesz już gotowy do zakupów. No dobra – nie musisz się uczyć – można ściągać.

Cierpliwości... :)





1. Zrób sobie kawę. Najlepiej spory termos. Tak będzie przed każdym ćwiczeniem, zadaniem, wyzwaniem, które tu opiszę. Nalej do kubka i przykryj pokrywką z Dziubkiem do picia. Pokrywka z dziubkiem jest bardzo ważna i mimo, że to na razie tylko ćwiczenia, szybko zdasz sobie sprawę z jej przydatności.

2. Jedzenie nie będzie potrzebne przez dłuższy czas, ale jak skończysz, może okazać się przydatne. Nie trzymaj go w warsztacie. Niech czeka w lodówce.

3. Rozsiądź się wygodnie (niewiele ćwiczeń pozwala na przybranie tak komfortowej pozycji) i chłoń. Jeśli nie wiedzę – to chociaż kawę.

Muszę jednak Cię ostrzec. Z kolorowymi szkiełkami nie ma żartów. Wciągnie Cię całkiem i wchłonie. Jeśli przejdziesz do dalszej części tekstu, już niedługo Twoja pracownia będzie wyglądała jak opisana nieco wyżej.

Ostrzegam, że nie ma odwrotu. To jak wybór pomiędzy niebieską, a czerwoną pigułką.

Nawet jeśli czytasz dalej niezrażony – robisz to na własne ryzyko.

Jeśli i ten akapit nie oparł się Twoim oczom, powinieneś sobie wyobrazić ołowianą chmurę unoszącą się znad lutownicy, która (cytat z instrukcji lutownicy) „gdy tylko zostawisz ją bez nadzoru - może spalić wszystko dookoła”.

No tak. Tego można się było domyślić. Dalej czytasz. Żeby nie było, że nie ostrzegałem. Znaczy to, że właśnie podaję Ci moją pociętą szkłem rękę, gratulując wyboru. Spośród niebieskiej i czerwonej pigułki – wybrałeś tę najbardziej kolorową.

Tak naprawdę na wszystkie te katastrofy, które opisałem przed chwilą, są sposoby i nie ma się co martwić na zapas. Będę je przed Tobą odkrywał po kolei i systematycznie w miarę upływu literek w tym poradniku.

Tyle wstępu. Czas przejść do rzeczy.

 
Joomla Templates and Joomla Extensions by JoomlaVision.Com

PRACOWANIA COLORGLASS © Wszelkie prawa zastrzeżone 2010 - Projekt i wykonanie: GRAFNET